BLOG 39 (2017-11-03)

Kiedy autor opóźnia się z pisaniem zachodzą dwa podejrzenia – albo, że nie ma o czym pisać, albo, że materiału jest za wiele. W moim wypadku zachodzi ta druga okoliczność. Zdjęcia do „Eteru”, ich część letnia, zostawiły tak dużo wrażeń, że nie wiadomo jak je pomieścić w pisaniu. Już sam początek zdjęć był zagadkowy. „Eter” mówi o działaniu diabła (jest wariacją na temat mitu Fausta), a tu w pierwszym dniu zdjęć w Modlinie burza przerwała przygotowania, trzeba było wyłączyć agregat, biły pioruny i można było uwierzyć, że siły piekielne wyrażają niezadowolenie. Piszę o tym pół z uśmiechem, pół serio. Wierzę, że zło jest czymś więcej niż tylko brakiem dobra. Po Modlinie mieliśmy zdjęcia w gościnnym dworze pod Sochaczewem, gdzie ujawniły się nasze hodowane specjalnie motyle (mam naturalną nieufność do efektów specjalnych i wolę, żeby na planie trzepotały żywe owady, które raz uwolnione pozostaną w przyrodzie nie na długo, bo wiemy jak krótkie jest życie motyla; do niedawna mówiono, że tak samo krótkie jest życie filmu, ale dziś za sprawą telewizji i Internetu filmy żyją niespodziewanie długo).

Wspominając zdjęcia we Lwowie – mieliśmy tam do czynienia ponownie z pogodowym sabotażem. Pięknie przygotowana scenograficzna dolina umocnień z I wojny dała się sfotografować w połowie, resztę zniweczył deszcz i nie było możliwości nic uczynić, żeby uratować całą scenę. Co zdjęliśmy powinno wystarczyć, ale wiemy, że mogło być lepiej.

Z przeszkód natury ludzkiej spotkaliśmy się z oporem sąsiadów naszego miejsca zdjęciowego we lwowskim więzieniu. Przylegał do niego parking miejscowego Urzędu Bezpieczeństwa, chcieliśmy na nim postawić nasze lampy, żeby świeciły w okna więzienia i okazało się to niemożliwe, bo byliśmy cudzoziemcami. Nie pomogły interwencje władz lwowskich, dopiero Kijów dał radę załagodzić surowość władzy.

Montując materiał, który już nakręciliśmy, spróbowałem nakręcić czołówkę filmu na tle obrazu „Sądu Ostatecznego” ze skrzydła ołtarza Memlinga, który znajduje się w Gdańsku. Dla naszych prawosławnych koproducentów było poważnym zaskoczeniem, że obraz szatana może znajdować się w świątyni. „Sąd Ostateczny” wraz z kaźnią potępionych to obraz katolicki. Wschód obywa się bez wizualnego przypominania o potępieniu wiecznym.

Z pobytu we Lwowie zostało mi w pamięci miłe spotkanie z burmistrzem (czy merem) miasta, który okazał się dawnym znajomym z czasów, kiedy byłem w senacie grekokatolickiego uniwersytetu i uczestniczyłem w posiedzeniu rady miasta , na które amerykańscy Ukraińcy przywieźli projekt rozbudowy uniwersytetu na terenach przy parku Stryjskiego, zgodnie z przysłowiem „darowanemu koniowi nie zagląda się w zęby”, żeby sprawdzić jaki jest stary, czyli co warty jest prezent. Tymczasem w powodzi pochwał i podziękowań pozwoliłem sobie na dysonans mówiąc, że projekt nie uwzględnia wielusetletniej historii miasta Lwowa, jego architektonicznej specyfiki. Mówiąc to mogłem być pewien, że nikt nie oskarży mnie o ukraiński nacjonalizm, a projekt wrócił do poprawek i w realizacji jest dziś troszkę bardziej specyficzny, choć na mój ogląd ciągle mało lwowski. Obecny mer (czy burmistrz), skąd inąd przywódca jednej z partii, zapamiętał mi ten epizod i może stąd taka życzliwość miasta okazana naszej grupie.

Po Ukrainie nastąpiła przerwa - oczekiwanie na zimę, czyli na to, by opadły liście, bo na śnieg nie ma co liczyć, najwyżej zrobimy go sztucznie. Film jest podmontowany, ale wciąż nie wiem, czy pomysł dramaturgiczny, by opowiadać historję dwa razy sprawdzi się ostatecznie, czy przyjdzie mi go zarzucić. Liczyliśmy na wsparcie Eurimages – europejskiej instytucji wpierającej koprodukcje. Byłem przy jej powstaniu jeżdżąc do Rady Europy po czym dwukrotnie dostałem odmowę – raz w przypadku „Brata naszego Boga”, a raz z okazji „Eteru”. „Brat…” to film o Adamie Chmielowskim, który został odrzucony jako dzieło wyznaniowe, co według niepisanych prawideł jest naruszeniem neutralności światopoglądowej. Zmagałem się z tym nieraz w różnych europejskich instytucjach. „Eterowi” nic nie zarzucono na piśmie. Sądzę, że naprawdę zadziałały te same względy co poprzednio. Stykam się z nimi nawet w Europejskiej Akademii Filmowej, gdzie kończę moją drugą, czy trzecią kadencję jako członek sekretariatu. Zostawiam na placu boju koleżankę, która przed laty była ministrem kultury jednego z ważnych europejskich krajów i otwarcie głosi pogląd, że wszelka religia to balast w rozwoju ludzkości, więc nie należy dopuszczać do głosu wypowiedzi głoszącej pogląd przeciwny.

W ostatnim czasie objechałem szereg festiwali – od Nowosybirska po Ateny, przede mną jeszcze Chicago. Byłem w wielu zakątkach Polski, od Nowego Sącza, Pleszewa, po Toruń. Miałem zajęcia w Gdyńskiej Szkole Filmowej i odniosłem dobre wrażenie (w przeciwnym wypadku nie wspominałbym o spotkaniu), uczestniczyłem w społecznym kongresie na politechnice polemizując (przyjaźnie) z Panią Iloną Łepkowską na temat kultury wysokiej i niskiej. W senacie występowałem na spotkaniu młodzieży z Europy Środkowej na temat rodziny, gdzie miałem poczucie, że czasem dla samej idei dialogu katolicy znoszą uszczerbek dla prawdy (o tym to już dłużej trzeba pisać).

Byłem na festiwalu Niepokalanów we Wrocławiu, gdzie w panelu nie zgadzałem się z Panem Terlikowskim, który chwalił to, że katolicy rozmawiają we własnym gronie, podczas kiedy ja wolałbym spotykać adwersarzy.

Wreszcie w Bochotnicy odbyło się poświęcenie kościoła, w którego budowie uczestniczyłem od początku. Kościół powstał na chwałę Bożą, a nie na chwałę fundatorów, ale będąc jednym z nich spotkałem zadziwiającą wrogość: i to w lewicy, i prawicy. „Uważam Rze” zamieściło felieton sugerujący, że muszę mieć ciężkie grzechy za sumieniu – zapewne współpracę z Bezpieką - skoro szukam ekspiacji w tej budowie. Wydaje mi się, że to była zadziwiająca niegodziwość, tym większa, że redaktorem naczelnym jest wykształcony teolog.

Uszczuplenie finansów przesądza o tym, że muszę wyrzucić pewne sceny ze scenariusza. Gdybym robił to w montażu miałbym pewność co jest balastem. Tak ryzykuję, że jakieś wątki będą niekompletne. Do budżetu filmu miał się dołożyć mój włoski koproducent, jeśli potwierdzą się obietnice funduszu z Wenecji Julijskiej. Skąd inąd, ziemi moich włoskich przodków, czyli Friuli. Przed nami trudne zdjęcia na Węgrzech, gdzie korzystam z obiektów zdjęciowych w Budapeszcie, w których kręcono „Evitę” – wtedy udawały Buenos Aires, u mnie będą zaułkiem w Galicji. Film to sztuka iluzji, więc mam nadzieję, że i to się uda. Następnym razem napiszę coś po zdjęciach, czyli w grudniu. Mam nadzieję, że złe siły nie pokrzyżują naszych planów.

Jest jeden ważny fakt publiczny, który wymaga skomentowania. Pan Minister Kultury usunął Dyrektor Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej. Uzasadnia tę decyzję w sposób nie dość przekonujący, co smuci mnie tym bardziej, że mimo zmiany władzy, w kulturze nie pojawiła się żadna publiczna debata o wartościach i priorytetach – poza ogólnikowymi hasłami nie słyszę ze strony rządzącej propozycji nowego spojrzenia na kulturę. Słyszę natomiast zapowiedzi dalszej centralizacji – to ma dotyczyć dawnych zespołów filmowych, a dziś państwowych studiów filmowych, które są przecież dla rządzących gwarancją przełamywania monopolu jednej opcji rządzącej w kulturze. Po centralizacji, w dalekiej acz nieuniknionej perspektywie zmiany władzy, raz uruchomiony mechanizm zdusi wszelką konkurencję ofert. W dziedzinie kultury to grozi wyjałowieniem. Wiemy, że w polityce zwycięża ten, kto potrafi myśleć jak w szachach – parę ruchów do przodu. Słuchając audycji o kinematografii prowadzonej przez Pana Pospieszalskiego nie dopatrzyłem się żadnej dalekowzroczności, a przeciwnie – poczułem dyktat doraźności, który zawsze w historii przegrywa. Los studiów państwowych, w tym naszego „Toru”, jest małą cząstką całości, ale może zaważyć na losach całej naszej kinematografii.

A na koniec trochę samochwalstwa (kto nas pochwali, jak nie pochwalimy się sami). Na festiwalu w Trento nagrodzono mnie za dialog między religiami, a w Atenach na 30 Festiwalu Filmów Europejskich odebrałem wraz z Ken Loachem i Alexandrem Payne (Nebraska) z rąk Pani Minister Kultury nagrodę za dorobek życia. A w Chicago odbieram nagrodę dla Polaka, który dał się zauważyć za granicą.

 




Lista wpisów:


2017-08-18
2017-07-21
2017-05-29
2017-04-18
2017-03-09
2017-01-20
2016-12-30
2016-11-14
2016-10-17
2016-09-22
2016-08-10
2016-07-13
2016-06-02
2016-03-30
2016-03-02
2015-11-27
2015-08-10
2015-06-08
2014-12-30
2014-10-09
2014-07-09
2014-04-25
2014-03-17
2014-01-14
2013-12-24
2013-10-09
2013-08-19
2013-08-01
2013-07-17
2013-07-01
2013-06-10
2013-06-04
2013-05-30
2013-05-17
2013-05-13
2013-05-06
2013-04-29
2013-04-22
Martin Scorsese - MASTERPIECES OF POLISH CINEMA BIP Kultura na Widoku