Unia Europejska
BLOG 43 (2018-05-11)

Kiedy patrzę na ilość działań towarzyszących każdemu filmowi wydaje mi się, że nie ma żadnej proporcji między włożonym wysiłkiem ogromnej rzeszy ludzi, a tym, co w ciągu niecałych dwóch godzin ukaże się na ekranie. Wciąż jesteśmy zajęci „Eterem”. Przeszliśmy ostatnie próby radyklanych zmian montażowych, które sugerował nam agent sprzedaży zagranicznych. Wysłuchałem pokornie jego głosu i zrobiliśmy próbę, dzięki której powstał wariant filmu wyzbyty wszelkiej tajemnicy, zwarta historyjka ambitnego lekarza, który wplątał się w szpiegowanie, by uzyskać środki na badania i przepłacił to wszystko życiem. A mnie chodzi o coś innego. W wariancie, który będzie wyświetlany, chodzi o zderzenie ślepej wiary w naukę (w duchu „wieku pary i elektryczności”) z pokusą, by nauka służyła władzy nad ludźmi. Taki jest podszept szatana, a tymczasem mój serdecznie zaprzyjaźniony agent nie chce dopuścić myśli o jego istnieniu i namawia mnie, ażeby „zeświedczyć” opowiadanie w takim duchu, jak w latach 70-tych w Niemczech krytycznie wystawiano „Fausta” (czy u nas niedawno „Dziady”). Z punktu widzenia rynku mój agent z pewnością ma rację, bo żyjemy w czasach karnawału i samo wspomnienie „tremndum”, czyli tego co straszliwe, jak śmierć i potępienie, budzi odrzut leniwego widza. Liczę na nieleniwych.

Nagranie muzyki odbyło się w Wilnie, ze świetną orkiestrą i rewelacyjnym trąbkarzem. Nagrywaliśmy Wagnera, wstęp do „Parsifala”. Po śmierci Kilara nie mogę sobie wyobrazić współpracy z innym kompozytorem. Pozostaje mi klasyka, a „Parsifal” wydaje mi się spotyka się w nastroju z moim filmem.

intensywne prace nad muzyką do najnowszego filmu Pana Krzysztofa Zanussiego,

 

W czasie wileńskich nagrań spotkałem ekipę teatru z Poniewieża, w którym już drugi sezon jest na afiszu moja szuka „Hybris”, którą przywieziono do Wilna. W księgarniach litewskich spotkałem też przekład mojej książki „Strategie Życia”, więc mam poczucie żywej obecności u sąsiadów. Cieszy mnie to szczególnie, że po mojej wileńskiej Master Class odwiedzili mnie w Polsce litewscy studenci. Zamieszkali w moim domu, przez kilka dni uczestniczyli w pracach nad dźwiękiem do „Eteru”. Miałem także desant studentów z Katowic, a kiedy piszę te słowa, mam przed sobą zajęcia w szkole filmowej w Tiranie, gdzie przypadkiem mój przegląd filmowy zbiegł się z wizytą polskiego ministra spraw zagranicznych, skądinąd w latach minionych uczestnika spotkań w moim domu w Laskach.

Bardzo miłą retrospektywę moich filmów przeżyłem ostatnio w Cieszynie.

retrospektywa filmów Pana Krzysztofa Zanussiego w Cieszynie, foto: Wojciech Wandzel
retrospektywa filmów Pana Krzysztofa Zanussiego w Cieszynie, foto: Wojciech Wandzel

Notując zdarzenia minionego czasu przypominam sobie katolickie targi książki w Arkadach Kubickiego, gdzie podpisywałem nowowydaną książkę, której nie napisałem, ponieważ miała być audiobookiem i powstała jako nagranie, po czym przyszło mi ja uzupełnić do druku. I tak wyszła broszura adresowana do młodzieży o tym, jak zrobić ze swojego życia arcydzieło. Oczywiście sam nie znam na to pytanie odpowiedzi, ale hasło zaczerpnąłem od Jana Pawła II, który rzucił je przemawiając do młodzieży w Genui, zrównując życie ze sztuką (i narażając się postmodernistom, którzy negują istnienie arcydzieł i samo marzenie jest ich zdaniem wsteczne). W moim przekonaniu postmodernizm jest wsteczny, więc a radością biorę udział w tej debacie.

O książkach myślę z niepokojem, bo na moje zbliżające się już osiemdziesięciolecie szykuje się książka „Znaku”, wywiad-rzeka z Jackiem Moskwą. Inny wywiad-rzeka wychodzi w Rosji i na Ukrainie. Pani Gruszka-Zych pisze coś o mnie i o mojej żonie i boję się, że zasilę worki z makulaturą, bo przecież ludzie nie mają czasu na czytanie.

Chcę jeszcze odnotować krótką wizytę w Moskwie, gdzie odebrałem nagrodę filmową „Wschód-Zachód” ustanowioną z zamiarem podtrzymania kontaktów z Zachodem. Nagrodę na scenie Opery Wiszniewskiej wręczali mi: przedstawiciel Putina – były minister kultury, Szwydkoj i były ambasador Rosji w Polsce, Draczewski. A za wszystkim stali „ojcarowiec” Ibrahimbekow i Mirka Haviarova – dobry duch wszelkiego dialogu. Przy okazji nagrałem dla patriarchalnej telewizji (odpowiednik TV Vaticana) godzinną rozmowę o nauce i Bogu.

nagroda filmowa „Wschód-Zachód” dla  Pana Krzysztofa Zanussiego, Moskwa

Czas wspomnieć sprawy publiczne. Znalazłem się znowu w PISF-owskiej komisji przyznającej pieniądze na rozwój projektów i stypendia scenariuszowe. Niewiele swoim głosem mogę zdziałać, natomiast widzę ze smutkiem jak przepadają projekty na tematy głęboko duchowe, a zwycięża to, co modne w tym sezonie (najczęściej przemoc domowa i problemy mniejszości seksualnych). W Torze próbujemy rozwijać antologię telewizyjną, mają to być debiuty, więc nie łatwo jest zharmonizować rzecz w cyklu, ale nie tracę wiary, że coś się uda. Kilka innych projektów, w których będziemy jako Tor (mniejszościowi) brać udział, szykuje się w toku mozolnych spotkań z partnerami z zagranicy.

W Starachowicach czeka nas retrospektywa Toru (na 50-lecie istnienia naszej firmy). Zajęć nie brakuje. Jeździłem, jak co roku, do Barcelony na wykłady na tamtejszym Uniwersytecie i z kulturalnego obowiązku pojechałem oglądać postępy w budowie bazyliki Gaudiego. Oprowadzał mnie gorący entuzjasta katalońskiego mistrza i to on uświadomił mi, że Gaudi od dziecka zmagał się z artretyzmem i może te właśnie pokręcony stawy były nieświadomym natchnieniem do tych obsesyjnych krzywizn i pokręceń. Mój przewodnik upierał się, że inspiracja pochodzi od natury, w której jego zdaniem nie ma linii prostych, ja na to, że są, bo wystarczy popatrzeć na promienie słońca w lesie, mój przewodnik w swoim uporze rzucił argument, że najpiękniejszym tworem natury jest kobieta, a ona jest zewsząd zaokrąglona, ja na to, że piękna kobieta musi mieć proste nogi. I tak skończyliśmy na Steinerze i moim upodobaniu do ostrych kątów, gładkich płaszczyzn, linii prostych, bo w nich widzę sprzeciw wobec wszystkiego co krzywe, co kojarzy się z procesem rozpadu, entropą i tak dalej. Nie wiem czy architekci również cierpią przy takich rozmowach, jak filmowcy na filmologicznych konferencjach (ukazała się właśnie książeczka z zapisem wrocławskiej konferencji na temat moich filmów i na pewno nie cierpię czytając teksty o mnie, ale na pewno się zdumiewam).

Wracając do Gaudiego. Ma on zostać świętym. Prowadził nader pobożny żywot, jego zwłoki ponoć zbezczeszczone w czasie wojny domowej przez Republikanów, spoczywają w podziemiach bazyliki, która zbiera co roku (na dokończenie budowy) ponoć 50 miljonów dochodów z biletów wstępu, bo stała się „landmarkiem” i każdy turysta wie, że musi do niej zajść. Myślę z goryczą, że Warszawa z własnej woli, przez ograniczoność grupy księży, wbrew woli kardynała Glempa, odstąpiła od zwycięskiego projektu budowy świątyni Opatrzności wg projektu Budzyńskiego. Byłby „landmarkt”, a tak mamy kicz podobny do meczetu.

I jeszcze raz Gaudi i Olga Tokarczuk. W jej ostatnim „bizarnym” zbiorku jest poetycki pomysł, aby klonować świętych, bo w ten sposób relikwie się przydadzą, a świat może stać się zaludniony wyśmienitymi ludźmi.

 

 




Lista wpisów:


2018-03-22
2018-02-16
2018-01-08
2017-11-03
2017-08-18
2017-07-21
2017-05-29
2017-04-18
2017-03-09
2017-01-20
2016-12-30
2016-11-14
2016-10-17
2016-09-22
2016-08-10
2016-07-13
2016-06-02
2016-03-30
2016-03-02
2015-11-27
2015-08-10
2015-06-08
2014-12-30
2014-10-09
2014-07-09
2014-04-25
2014-03-17
2014-01-14
2013-12-24
2013-10-09
2013-08-19
2013-08-01
2013-07-17
2013-07-01
2013-06-10
2013-06-04
2013-05-30
2013-05-17
2013-05-13
2013-05-06
2013-04-29
2013-04-22
Fundusze Europejskie - Program Polska Cyfrowa
Martin Scorsese - MASTERPIECES OF POLISH CINEMA BIP Kultura na Widoku
Unia Europejska - Fundusz Rozwoju Regionalnego